Wiadomosci Wasz punkt widzenia: Filipiny Karoliny Pelc

Wszystkie artykuły

Wasz punkt widzenia: Filipiny Karoliny Pelc

W tej serii artykułów poznajemy różne zakątki świata z polskiej perspektywy. Dzięki informacjom od rodaków mieszkających zagranicą, dowiadujemy się, jak naprawdę jest w mniej i bardziej znanych kierunkach turystycznych.

Woda ze świeżego kokosa, dziewicze wyspy i dobrzy, troskliwi ludzie – Filipiny oczami Karoliny Pelc.

Jak to się stało, że zamieszkałaś na Filipinach?

Od lat jestem związana z branżą rozrywkową, dokładnie z kasynami. Przez kilka lat pracowałam na statku pływającym po Morzu Karaibskim. Po tym doświadczeniu osiedliłam się w Londynie, gdzie pracowałam jako specjalistka do spraw spraw produktu i marketingu w popularnym kasynie internetowym. Po jakimś czasie, w związku z nową strategią, moja firma przeniosła mnie właśnie na Filipiny, do Manili.

Jak się żyje w Manili?

To miasto to czysty chaos, jest tu gigantyczny ruch na drogach, spaliny, niewiele też tu do zwiedzania. Po przylocie, polecam przenocować w hotelu położonym jak najbliżej lotniska i wyruszenie w głąb kraju, do odkrywania prawdziwych, pięknych i wciąż nieskażonych cywilizacją Filipin. I warto to zrobić jak najszybciej. Filipiny się rozwijają, myślę, że za trzy – cztery lata będą tak turystyczne jak Tajlandia. Warto pojechać tam, zanim odkryją je inni, kiedy są jeszcze piękne i dziewicze.

To jakie miejsce najlepiej zapamiętałaś? Gdzie warto się wybrać?

Warto odkrywać filipińskie wyspy, których jest mnóstwo i bardzo się od siebie różnią, ale wszystkie mogą się pochwalić niezwykła przyrodą i niebiańskimi plażami. Jest Borakai – która jest bardziej zagospodarowana. Tam widziałam najpiękniejszą w swoim życiu plażę, nieporównywalną nawet z karaibskimi, które odwiedziłam podczas pracy na statku. Jest tam cudowny, biały piasek, który się nie nagrzewa i nie parzy w stopy i boska błękitna woda.

Jest bardziej luksusowa El Nido, na której zorganizowaliśmy ślub i dzikie, nieodkryte wyspy wokół Półwyspu Palawan. To coś dla tych, którzy lubią zbaczać z udeptanych ścieżek. Na tych wyspach nie ma hoteli, są tylko lokalne wioski rybackie. Trzeba dostać się właśnie do El Nido albo Puerto Proncesa, a stamtąd wynająć łódź z kapitanem. My podczas takiej wycieczki mieliśmy przygody, bo silnik w łodzi się zepsuł, nie było jak go naprawić, bo najbliższe miasto było oddalone o dwa dni drogi. Dryfowaliśmy po morzu, po czym zacumowaliśmy do jednej z wysp. Spaliśmy na plaży pod moskitierą, jedliśmy świeże sashimi z morza i przygotowaną na grillu dziką świnię złapaną w lesie. To było niesamowite przeżycie. Polecam taką wyprawę każdemu.

Jacy są Filipińczycy?

To bardzo dobrzy, troskliwi ludzie. I nie jest to ani trochę zwykła wystudiowana uprzejmość wobec turystów. Filipińczycy naprawdę szanują to, że się przyjechało do ich kraju i chcą się sprawdzić jako gospodarze. Czasami zdają się nawet być nieco ulegli, co jest pozostałością po czasach kolonialnych i może być dość onieśmielające. No i dzieciaki są cudowne: śliczne, słodkie i do rany przyłóż. W innych krajach azjatyckich turysta ma szansę być okantowany na każdym kroku – tutaj tak nie jest. Zawyżanie stawek zdarza się tylko w taksówkach, ale łatwo się przed tym uchronić – warto wybierać te z licznikiem i włączać go zaraz po wejściu do taksówki.

Co się je na Filipinach?

Na wyspach je się dużo ryżu, pyszne, słodziutkie mango, owoce morza. W mieście lokalne jedzenie jest bardzo tłuste i dosładzane. Ale za to jest dostęp do innych kuchni azjatyckich: fantastycznego japońskiego sushi czy mojego ulubionego chińskiego shabu shabu. Jest też łatwo dostępna woda kokosowa, codziennie rano piłam ją prosto z kokosa. To niesamowicie zdrowe, w Europie taka woda to towar ekskluzywny, na Filipinach kokosy leżą na ulicy.

Na co trzeba uważać?

Może zabrzmi to zabawnie, ale wiele wypadków jest spowodowanych właśnie kokosami, które spadają z drzewa – warto na to uważać. Ja przed wyjazdem bałam się tropikalnych owadów i kwaśnych deszczy, ale szybko przekonałam się, że nie stanowią one zagrożenia i że żyje się tutaj całkowicie normalnie. Nawet tajfuny, o których słyszymy w wiadomościach, bywają niebezpieczne głównie dlatego, że Filipińczycy są na nie nieprzygotowani, konstrukcje domów są bardzo słabe. Same w sobie nie są tak groźne, jak mogłoby się wydawać. Na miejscu warto jednak pamiętać o kilku rzeczach. Tak jak przed podróżą do innych państw azjatyckich warto zabezpieczyć się przed dengą. Trzeba zawsze pić wodę z butelki i nie zamawiać napojów z lodem. Polecam też posługiwanie się jedynie gotówką. Karty często są skanowane i w ogóle filipińskim bankom nie za bardzo można ufać.

Jak się tam najlepiej dostać i jak poruszać się na miejscu?

Otwiera się coraz więcej korzystnych połączeń do Manili. Ja polecam trasę przez Kuala Lumpur i Katmandu – można przy okazji zobaczyć kawałek świata. Popularne połączenia są też przez Dohę i Chiny lub Moskwę i Seul. Na miejscu nie polecam autobusów, najlepiej wynająć samochód. Jest to opcja najwygodniejsza i stosunkowo niedroga. Samochód na weekend – od razu z kierowcą – można wynająć za około 50 dolarów.

Mapa